9- Pojedynek z Kuura
by ~DB-FS-A więc kto pierwszy?- zapytał Kuura spoglądając w oczy każdemu z Teamu Z.
-No to może ja spróbuję.- powiedział dosyć niepewnie Goten, wychodząc z szeregu.
-Bardzo dobrze. Do odważnych świat należy. Zaczynaj więc!- polecił mu trener, wykonując jednocześnie charakterystyczny ruch dłoni zapraszający do walki. Goten, nie namyślając się dłużej, rozpoczął szybki bieg w kierunku Kuury. Weteran spokojnie na niego patrzał, nie mrugając nawet okiem. Saiyajin zamachnął się mocno do uderzenia prawym sierpowym. Starał się włożyć w uderzenie cały ciężar ciała, tak, by było ono jak najmocniejsze. Ponadto zaatakował z niewielkiego wyskoku, żeby wzmocnić efekt. Gdy trener zrozumiał co planuje jego podopieczny, uśmiechnął się delikatnie. Po chwili Goten został odrzucony na kilka metrów w tył. Wylądował na deskach. Po paru sekundach jednak się podniósł. Mimo wszystko, nie był w stanie zrozumieć w jaki sposób otrzymał tak mocną kontrę w tak krótkim czasie. Kuura wyjaśnił mu wszystko:
-Idiota. Myślisz, że siła mięśni i szybkość to wszystko? Nigdy nie brałeś pod uwagę tego, że twoje własne posunięcia mogą być bardzo łatwo użyte przeciw tobie? Do przeprowadzenia kontrataku wystarczył mi fakt, że zaatakowałeś sierpowym po dość dużym ukosie.- pouczał go Kuura.
-Na atak można odpowiadać na różnorakie sposoby. Pierwszym z nich jest blok, który nie powoduje żadnych szkód u atakującego, ale może okazać się zgubny dla obrońcy, jeżeli nie będzie wykonany zbyt pasywnie i mocno. Drugą alternatywą jest unik. W tym wypadku trzeba się wykazać szybkością, bo inaczej otrzyma się pełną siłę uderzenia. Mógłbym tak wymieniać godzinami, ale to do niczego nie prowadzi. Powiem tylko, że ja użyłem jeszcze innej metody. Wykorzystałem cały ogrom siły, jaką użyłeś w celu zadania ciosu. Zamiast blokować, złapałem twój nadgarstek i szybkim ruchem przeciągnąłem go w kierunku, w którym chciałeś pierwotnie wykonać uderzenie. Następnie, cały czas trzymając twój nadgarstek, wykonałem szybki ruch otwartą dłonią w twój bark. W tym momencie byłeś już bezbronny. Pozostało mi zwieńczyć dzieło mocnym uderzeniem z lewego kolana w brzuch. Wykonałem całą tą sekwencję w tak krótkim czasie, że nie zdążyłeś nawet dotknąć ziemi.- tłumaczył mu.
-Sprytne, bardzo sprytne!- powiedział Goten podnosząc się z wolna. Bystrzejsze oko z pewnością by dostrzegłoby, że w grymasie bólu zaciskał on nerwowo zęby.
-Ale samym sprytem walk się nie wygrywa!- wykrzyknął rozpoczynając kolejną szarżę. Kuura wyczekał, aż ten do niego podbiegł. Następnie zrobił szybki unik i silnym lewym prostym uderzył z całej siły w przeponę. Saiyajin stracił oddech, nie mógł nabrać powietrza. Dla trenera pozostało tylko wykończenie przeciwnika ciosem z łokcia w potylicę. Syn Goku stracił przytomność
-Kto następny?- rzekł mistrz do swoich podopiecznych. Tym razem nie spotkał się z tak szybkim odzewem jak za pierwszym razem. Przyjaciele stali jak wryci, nie rozumiejąc za bardzo jak Goten mógł dać się pokonać tak łatwo.
-Hę. Tego się spodziewałem. Skoro nie ma chętnych, zapraszam czekoladowego!- powiedział nieco pogardliwie wskazując na Uuba.
-Dddobbrze...jjużż idę...- wyjąkał sam zainteresowany, zmierzając bardzo niepewnym chwiejnym krokiem w kierunku trenera. Czuł się tak, jakby jego nogi były z galarety, jakby właśnie miał stanąć przed ważnym egzaminem, albo wziąć ślub. Jeszcze nigdy tak bardzo nie denerwował się przed walką.
-Spokojnie, spokojnie. To zajmie tylko kilka sekund i będziesz miał z głowy.- próbował pocieszyć go Kuura, wywołując dokładnie odwrotny efekt.
-Proszę! Zaczynaj!- polecił mu trener, samemu przybierając pozycję obronną. Uub jednak nie przyjął zaproszenia. Wciąż starał się wszystko sobie poukładać, wyluzować się- na próżno. Spektakularność porażki Gotena odcisnęła nad nim głębokie piętno.
-Wobec tego ja zacznę.- oznajmił Kuura rozpoczynając bieg w kierunku swego wychowanka. Gdy zbliżył się na odległość kilku kroków, Uub jakby nagle odzyskał spokój. Skoncentrował się, zmobilizował i przyjął pozycję do obrony. Zareagował jednak minimalnie za późno. Nim spostrzegł, jego opiekun stał już za jego plecami. Został znokautowany jednoczesnym uderzeniem łokciem w brodę i kolanem w lędźwiową cześć pleców. Tak zakończył się drugi pojedynek.
Tymczasem Goku kontynuuje swoją zabawę w drwala.
-I w ten oto sposób będę miał jeszcze szansę, by poćwiczyć trochę dłonie!- wykrzyknął radośnie biorąc do ręki pierwszy z wielu pali uciętego przez niego wcześniej drewna. Usiadł na piachu, ułożył drzewo na kolanach i rozpoczął obróbkę. Szybkimi ruchami dłoni wzdłuż pnia próbował odłupać twardą jak kamień korę. Robota ta była niezwykle mozolna. Każdy ruch sprawiał Goku niesamowity ból. Przy każdym uderzeniu w jego dłoń wbijało się coraz to więcej drzazg, coraz więcej naczyń krwionośnych zaczynało pękać powodując stopniowe zamienianie się dłoni Goku w bezkształtną masę. Saiyajin jednak z charakterystyczną dla siebie wytrwałością kontynuował pracę.
-Jedyne co mi pozostało to zacisnąć zęby i pracować dalej. Muszę w końcu wykonać zadaną mi próbę!- myślał, starając zmobilizować się tak bardzo jak to tylko możliwe.
Gdy po wielu godzinach harówki przemienił wreszcie stos palm w wysokiej jakości belki, deski, panele itp. stwierdził:
-Najwyższy czas wrócić do Surejina. Tylko jak ja przetransportuje taki ogrom drewna?- zastanawiał się nasz bohater, spoglądając na swoje wypełnione drzazgami dłonie.
-Tradycyjny transport będzie kosztował mnie bardzo wiele sił i bólu. Nie będę nosił drewna dłońmi, które w tym momencie się do tego nie nadają. Już wiem! Użyję siły woli!- wykrzyknął. Wyciszył się, stopniowo coraz bardziej się koncentrując. Wyciągnął ręce w kierunku wykonanego przez siebie towaru. Wzniósł go wysoko nad siebie. Utworzył bryłę przypominającą kształtem sześcian. Jedna z desek spadła mu na głowę, powodując dekoncentrację. W skutek tego, po chwili na tej małej głowie znalazł się cały sześcian. Druga próba zakończyła się jednak jego sukcesem. Ruszył więc w drogę powrotną do swojego mistrza. Dotarłszy na miejsce, zostawił efekt swojej pracy przed biblioteką Surejina. Wszedł do środka szukając swojego mistrza. Znalazł go po chwili w dużym pomieszczeniu. Starzec siedział przy suto zastawionym stole.
-Mistrzu, skończyłem obróbkę drewna. Co teraz mam robić?- zapytał pokornie Goku.
-Bardzo dobrze. Zadanie wykonane. Podaj mi sól.- rozkazał trener wskazując miejsce, w którym znajdowały się przyprawy. Goku udał się w tamto miejsce. Wykazał się jednak refleksem godnym szachisty. Tak niefortunnie strącił sól, że wysypała się ona na jego zakrwawione ręce. Saiyajin zaczął niecierpliwie biegać po całym pomieszczeniu, desperacko poszukując wody, którą mógłby ukoić niezwykle mocny ból. Rozejrzał się wokół. Pobiegł do pierwszej lepszej zlewki z cieczą.
-Nie! Nie wkładaj tam rąk!- przestrzegał go Surejin krzycząc na cały głos. Goku jednak nawet nie myślał o tym, żeby go posłuchać. Okazało się, że wsadził ręce do denaturatu. Jego krzyk dało się słyszeć w całej okolicy.
A co słychać u samotnika- Vegety? Najdumniejszy z wojowników w dalszym ciągu trenuje w samotności, wykonując coraz to różniejsze ćwiczenia.
-9998,9999,10000- liczył wykonując pompki jedną ręką.
-Wystarczy tego dobrego. Koniec obijania się. Trzeba przyśpieszyć tempo. 60 kilogramów.- po tym jak do ziemi zaczęło go przyciągać 30t, zaczął kolejną serię ćwiczeń. Zaczął od najprostszego, czyli brzuszków.
Jak przebiegną pozostałe pojedynki na Hort? Jakie rezultaty przyniesie trening Goku? Na tym postaram się skoncentrować następny odcinek.











