6- Sen zwany "milosc"
by ~DB-FS-Gdzie...ja...jestem?- wypowiedział z trudem Goku, otwierając ciężkie jak nigdy powieki. Oczy były jedynym narządem jakim był w stanie się posługiwać. Zagubionym wzrokiem analizował swoje położenie. Na swoim torsie, na głowie i piersiach zauważył bandaże. Sam leżał zanurzony w jakimś nieznanym mu bliżej roztworze. Pokój, w którym przebywał nasz bohater przepełniony był niezwykłą atmosferą. Wszędzie wokół widział świeczki, a z dala jego nos nieprzerwanie drażniła woń kadzidła.
-Śpij chłopcze, odpoczywaj. Jesteś bardzo silnie osłabiony.- usłyszał Goku za swoimi plecami, po czym poczuł naczynko z jakimś olejkiem przed nosem i znowu utracił przytomność.
Tymczasem w Metro West Vegeta wrócił do domu w celu odebrania urządzenia, które miało usprawnić jego trening. Na wejście spotkała go jednak niespodzianka...
-Chcesz mi wmówić, że brakuje ci narzędzi?! NIE WCISKAJ MI KITU!! Miałaś tydzień mogłaś sobie je kupić, zrobić te cholerne ustrojstwo i jeszcze odpocząć! A ty co? Leżysz sobie rozleniwiona przed telewizją i oglądasz operę mydlaną?! O nie! Nie będziemy tak rozmawiali, kobieto!- wykrzykiwał Vegeta w sposób dla niego typowy.
-Poczekaj, posłuchaj, daj mi wyjaśnić.- próbowała tłumaczyć się Bulma
-Nie mam zamiaru słuchać twoich wyjaśnień!- odgryzał się Vegeta.
-Pokpiłaś sprawę i tyle! Znaj jednak moją litość. Daje ci jeszcze tydzień! Ja tymczasem polecę jeszcze trochę potrenować.- oznajmił Vegeta stawiając tym samym swoje kolejne ultimatum. Oddalił się z pomieszczeń laboratoryjnych i zmierzał w kierunku wyjścia. Słyszał jednak, że Bulma próbuje go gonić, więc przyspieszył kroku. Otworzył drzwi wejściowe i doznał największego życiowego szoku.
-Niespodzianka!- przed domem stała wielka kapsuła treningowa, obwiązana wielką czerwoną wstążką. U jej podnóży stała cała grupa przyjaciół, którzy nie zostali powołani do treningu, tj. Bra, Dr.Briefs, Mrs.Briefs, Mr.Satan, Videl, Pan, Yamacha i Puarru, a także Tenshinhan i Jiaotzu, nawet Umigame, Kamesennin i Yajirobe. Zewsząd strzelały serpentyny i korki od butelek z szampanem. Rozbrzmiały pierwsze dźwięki Happy Birthday. Kiedy przyjaciele wykrzyknęli już "Wszystkiego najlepszego, Vegeta!", Bra rzuciła się w ramiona ojca.
-Wszystkiego najlepszego z okazji 68 urodzin, tato!- ten jednak wymamrotał pod nosem:
-Eh, po co te cyrki? Zajęlibyście się lepiej czymś pożytecznym. Dzięki za kapsułę, czas na mnie.- powiedział bezdusznie Vegeta. Jednak Bulma zauważyła w jego oku niewielką łzę wzruszenia, co spowodowało ogromną dumę w jej sercu.
-Vegeta?- zaczęła.
-Co znowu?- odparł.
-Nic, myślałam tylko, że byłoby głupio, gdybyś nie zjadł swojego obiadu urodzinowego, ale skoro się tak spieszysz...- nim skończyła to mówić, Vegeta już siedział przy stole ze sztućcami w rękach.
A na planecie Kaioshina...
-Masz szczęście, Kaiobito! Już zaczynałem się niecierpliwić! Ale udało ci się, choć nie wiem jak.- mówił Rou Kaioshin, będąc pod niemałym wrażeniem tego, że dla jego sługi udało się tak szybko znaleźć zamiennik dla potłuczonej kuli.
-Wiesz, mistrzu- nie było to łatwe, ale jakoś się udało.- odpowiedział Kaiobito, delikatnie gryząc własny język.
-Dobrze więc. Zabierz tych młodzieńców na Hort.- polecił mu Kaioshin.
-Tak jest, panie! Zbliżcie się do mnie- przemówił do Teamu Z. Następnie przeniósł ich na miejsce docelowe. Znaleźli się pośrodku gęstego lasu iglastego, na niewielkiej polanie. Wtedy przemówił do nich Kaiobito:
-W tym miejscu was zostawiam. Waszym zadaniem jest odnaleźć starego znajomego Kaioshina. W tym miejscu powiem wam jeszcze coś, co zupełnie przeoczył Rou Kaioshin. Mianowicie, nie znacie imienia waszego przyszłego trenera. Nazywa się Kuura. Znalezienie go nie powinno być zbyt dużym problemem.
-Kpisz sobie z nas?!- wykrzyknął oburzony Gohan.
-Jak mamy odszukać pojedynczego człowieka, gdy obszarem poszukiwania jest cała planeta?
-Zamilcz, głupcze!- zganił go Kaiobito.
-Gwarantuję wam, że uda się wam bez większych problemów, a gdy już go odnajdziecie powiedzcie mu kto was przysyła. Natomiast na mnie już pora. Wracam do Kaioshina.- i opuścił ich. Nasi przyjaciele nie wiedzieli nawet, że zostali otoczeni przez hordę nieznanych istot.
Na chwilę powróćmy jednak na planetę bogów.
-Czy ty do reszty straciłeś rozum?!- rozpoczął swą naganę Rou Kaioshin, wymachując rękami pokrytymi klejem i szkłem.
-Po prostu skleiłeś starą kulę? Ty idioto! Przez ciebie nie będziemy mieli żadnego kontaktu z Gohanem i resztą! Nie będziemy mieli żadnego pojęcia, czy grozi im niebezpieczeństwo, czy dotarli do Kuury. Co ci przyszło do głowy?!
-Wybacz mi, panie! Byłeś bardzo podenerwowany ostatnim razem.-próbował tłumaczyć się Kaiobito.
-Wiedziałem, że rozgniewasz się na mnie, jeśli nie spełnię twej prośby natychmiast, więc pomyślałem, że podrzucę te posklejane szczątki, a potem po cichu podmienię kule na właściwą. Mój chytry plan legł jednak w gruzach.
-Teraz poznasz mój prawdziwy gniew.- powiedziawszy to Kaioshin ugryzł go w rękę.
A co u Goku? Nasz bohater obudził się po raz drugi, tym razem już w znacznie lepszej kondycji.
-Gdzie ja jestem? Kim ty jesteś?- wypytywał się Goku cały czas leżąc w leczniczym roztworze.
-Zwą mnie Surejin.- odpowiedział mu starszy mężczyzna odziany w jedwabne niebieskie szaty.
-Znajdujesz się obecnie w północnej części planety Ki-terra, w laboratorium, bibliotece i innych pomieszczeniach, które składają się na moją kryjówkę.- odpowiedział mu starzec.
-A ty jesteś...?
-Nazywam się Goku. Son Goku. Przybywam z planety Ziemia.- zaczął Saiya-jin.
-Obcy. Nigdy nie słyszałem o twojej planecie. Muszę ci powiedzieć, chłopcze, że miałeś mnóstwo szczęścia. Zadarłeś z silniejszymi od siebie, przegrałeś, przeżyłeś, a ja znalazłem cię znalazłem. Z początku myślałem, że nie żyjesz i miałem zamiar cię pochować.- tłumaczył mu mędrzec.
-No właśnie. Kim byli ci dwaj w czarnych tunikach?- zapytał Goku.
-Żebyś to zrozumiał, muszę ci najpierw opowiedzieć historię, o śnie pewnego człowieka. Ten sen nazywał się "miłość"...
Czy Vegeta po raz kolejny pokona grawitację? Czy Drużyna Z wyjdzie cało z opresji? Jak dalej rozwiną się losy Goku? O tym w następnych odcinkach.










