5- Pierwsza porazka
by ~DB-FS-Niesamowite miejsce- mówił do siebie Goku idąc środkiem gęstej, otaczającej go zewsząd dżungli. Na każdym kroku napotykał na niezwykle twarde, rzadko spotykane i bardzo drogie drzewa. Heban, Machoń, Quebracho, liczne liliowate kwiaty i liany, które co jakiś czas przyjacielsko ocierały się o jego twarz.
-Istny raj!- myślał sobie nasz bohater, wciągając do płuc głęboki haust przepełnionego najsłodszymi zapachami powietrza.
-Shen Long miał rację. Klimat tej planety jest niezwykły: bardzo ciepło, mnóstwo wody i duuużo owoców.- w tym momencie zaburczało mu w brzuchu.
-A właśnie! Trzeba coś przekąsić!- stwierdził Goku rozpoczynając wspinaczkę na pierwsze napotkane drzewo owocowe.
-Wygląda znakomicie! Żywy, zielony kolor i jeszcze te żółte plamki.- i już miał ugryźć, gdy coś zaniepokoiło jego podświadomość.
-Zaraz, zaraz. Z tego co pamiętam smok zabronił mi jeść pewnego gatunku owoców. Tylko jakiego? No tak! Właśnie tego, który trzymam w rękach.- wyrzucił owoc, tracąc przy tym równowagę. Spadł z drzewa, łamiąc kilka gałęzi i powodując masowe opadanie owoców na ziemię.
-Hę, owoców mam po dostatkiem, tylko co z tego, skoro nie mogę ich zjeść? Jak to mówią: tysiąc widelców, gdy wszystko czego potrzebuję to łyżka. Trudno. Trzeba poszukać na innych drzewach.- Son Goku zaczął biegać wkoło chwytając tony bananów, ananasów, papai, granatów, mango i innych tropikalnych frykasów. Po sycącym (jeżeli takiego słowa można użyć mówiąc o Goku) posiłku, Saiya-jin ruszył w dalszą podróż.
-Od tej planety bije niebywale ogromna, ale tez bardzo przyjazna Ki. Czuję swego rodzaju wewnętrzny spokój i ciepło. Faktycznie, jest to doskonałe miejsce do treningu Ki.- skonkludował, uświadamiając sobie po chwili swoje lenistwo.
-No właśnie! Muszę zacząć ostro pracować. Na początek zobaczmy jak mi wychodzi lokalny teleport.- zaczął błyskawiczny ruch po okręgu.
-Wpływ tej planety zdecydowanie zwiększył wydajność mojej techniki. Tak czy inaczej, przydałby mi się trener. Ale w tych krzaczorach próżno szukać eksperta. Może jak pójdę na północ będę miał większe szanse na znalezienie mistrza? Tak zrobię! Ale gdzie jest północ? Helion zmierza w tamtym kierunku, a więc północ jest w przybliżeniu... tam! Wobec tego- lecę!- zdecydował. Wzbił się w przestworza i rozpoczął szybki lot. Po dłuższym czasie opuścił las równikowy.
-Ta planeta ma bardzo bogatą roślinność! Przelot nad lasem zajął mi ponad dwie godziny. A przecież leciałem tak szybko, jak tylko umiem. Krajobraz zaczyna się jednak powoli zmieniać.- a to była prawda. Gęstwina zaczynała z wolna ustępować trawom i stepom. Po pewnym czasie przerodziła się w pustynię.
-Cholera! Czy na tej planecie żyje ktokolwiek? Shen Long mówił o licznych mistykach. Póki co jego słowa się nie sprawdzają.- powiedział Goku. Po chwili musiał jednak cofnąć swoje słowa. W oddali dostrzegł ślad cywilizacji w postaci wieży. Nie była ona może zbyt wysoka, ale za to jej poszczególne kondygnacje- bardzo rozległe. Gdy Son Goku zbliżył się do niej na odległość kilkunastu kilometrów, został zaatakowany.
W czasie, gdy Goku podróżował w poszukiwaniu trenera, nasi przyjaciele na planecie Rou Kaioshina wysłuchiwali wykładu.
-Słuchajcie, nim zaczniemy rozwijanie wybranych przez was specjalizacji, będziecie musieli przejść trening w dziedzinie konwencjonalnych sztuk walki.- oznajmił im staruszek.
-W tym celu zostaniecie przeniesieni na planetę Hort. Żyje tam pewien mój znajomy. Wierzę, że będzie w stanie wam wskazać dalsze kierunki waszego rozwoju. Z tego miejsca pragnę was ostrzec przed jego charakterem. Jest cholerykiem. Nie znosi nieposłuszeństwa, lenistwa i przede wszystkim tchórzostwa. Bywa pedantyczny. Potrafi jednak docenić zaangażowanie swoich podopiecznych. Starajcie się do niego zwracać najgrzeczniej jak tylko potraficie.
-Panie, jesteś pewien, że wysyłanie ich na Hotr jest dobrym pomysłem?- podsunął wątpliwość Kaiobito.
-Zamknij się! Nie masz tu nic do gadania!- wyburzył się do niego bóg, cisnąc weń swoją wszechwidzącą kulę, która przy zetknięciu z głową Kaiobito uległa pęknięciu.
-Widzisz co zrobiłeś?! Nie dość, że wprowadziłeś zamęt, to jeszcze pobiłeś kulę!- zganił go Kaioshin.
-JA?! Ale przecież...-próbował tłumaczyć się sługa.
-Żadnego ale! Zejdź mi z oczu i lepiej myśl skąd wziąć nową kulę! Już cię nie ma!- wygonił go senior.
-Zmiana planów, drogie dzieci. Polecicie gdy ten koczkodan załatwi nową kulę.- oznajmił Rou Kaioshin.
-Ależ oczywiście, mistrzu...-odparła z zakłopotaniem Drużyna Z.
W okolicach Metro West również praca wre.
-9996,9997,9998,9999,10000! Ok. Na razie wystarczy.- stwierdził Vegeta.
-Zobaczymy jak teraz mi pójdzie.- powiedziawszy to włączył stoper i pobiegł przed siebie.
-Hmmm...Kilometr w dwadzieścia sekund przy trzytonowych ciężarkach. Chyba odzyskałem formę. Czas wrócić do Bulmy po kapsułę.
A co słychać u Goku? Oberwawszy pociskiem Ki spadł prosto do wszechobecnego morza piasku. Krztusząc się, próbuje się wygrzebać.
-Kurde! Co to było?- zastanawiał się Son plując piachem na wszystkie strony.
-Ciekawe kto to?- usłyszał z dala głos.
-Na pewno ktoś z klanu Xi'quin. Tylko oni mogliby być na tyle głupi, żeby tu przyjść. Z resztą- na tej planecie pozostało już bardzo niewielu niezrzeszonych.- mówił drugi głos.
-Masz rację. To na pewno ktoś od nich.
Goku zobaczył przed sobą dwóch osobników, zbliżających się w jego kierunku. Obaj byli ubrani w czarne, długie szaty, a na ramieniu mieli wyszyty na czerwono jakiś symbol. Obaj niewysocy- mieli około 170 cm wzrostu. Widać jednak było nieznaczną, mniej więcej dziesięcioletnią różnicę w wieku.
-Wy dwaj! Kim jesteście?- wypalił do nich Goku.
-Dziecko?- odparli nieznajomi osobnicy stojąc w osłupieniu.
-Klan Xi'quin musi być naprawdę zdesperowany, skoro werbuje nawet dzieci.- stwierdził jeden z nieznajomych.
-Ta. Ale wróg to wróg. Musimy się nim zająć. Inaczej to my zostaniemy potraktowani w odpowiedni sposób.- zauważył drugi.
-Racja! Do dzieła.
W kierunku Goku poleciał strumień powietrza, który odrzucił go daleko w tył. Nasz bohater po raz kolejny musiał otrzepywać się z piasku. Nim jednak zdążył się podnieść, w jego kierunku poleciały dwie ogromne kule energii. Zdołał uniknąć w ostatniej chwili.
-Cholera! Mocni jesteście. Trzeba walczyć na serio.- Goku skoncentrował się i ułożył odpowiednio ręce.
-KA-ME-HA-ME...HAA!!!- w kierunku dwóch przeciwników leciał jak kula z karabinu potężny atak Goku.
-Tanie sztuczki.- stwierdzili nieprzyjaciele, a młodszy z nich tak odbił atak naszego bohatera, że powrócił on do niego ze zdwojoną siłą. Tym razem nie zdołał on zrobić uniku. Kamehameha uderzyło go w tors, rozrywając na strzępy ubranie i poważnie raniąc.
-Szlag by was trafił!- zaczął kląć pod nosem Goku, trzymając się za zmasakrowane prawe ramię. Po jego policzku spływał strumień krwi, a cała klatka piersiowa wyglądała niczym ubiczowana.
-Skąd bierzecie taką moc?- pytał retorycznie.
-Nie jest to ci do niczego potrzebne, psie!- krzyknął doń starszy.
Dalej wszystko stało się tak szybko, że nawet Son Goku nie był w stanie zobaczyć co się stało. Zrozumiał, że wrogowie są za jego plecami, ale nie mógł się ruszyć. Po chwili z jego piersi wystrzeliły strugi krwi. Zrozumiał, że przegrał. I nieprzytomny padł na spalony żarem piach.
Czy to oznacza jego śmierć? Czy zadanie postawione mu przez Shen Longa okazało się zbyt trudne? Co wobec tego z treningiem pozostałych bohaterów? Czy w kontekście śmierci Goku jest celowy?











