14- Kres wladzy tyrana
by ~DB-FSOd czasu rozpoczęcia przez Goku treningu z Surejinem minęły trzy miesiące. Nasz bohater właśnie wysłuchuje odprawy przed swoją misją.
-A więc rozumiesz, jak bardzo ryzykowna jest misja, której się podejmujesz?- pytał go starzec.
-Tak. Tak sądzę.- odpowiedział Son Goku.
-Dobrze więc. Uważam, że przygotowałem cię tak dobrze, jak tylko potrafiłem. Pragnę ci powiedzieć, że jestem pod wrażeniem twoich postępów. Niezwykłym jest, by ktoś wykonał tak duży progres w tak krótkim czasie. A tobie się to udało! Oczywiście, pomógł ci w tym Okilit, co do tego nie ma wątpliwości. Sądzę jednak, że nie odkryliśmy jeszcze wszystkich możliwości tego kamienia. Biorąc to wszystko pod uwagę, twój rozwój jest naprawdę imponujący.
-Dziękuję bardzo! Dziadku, czy moi przeciwnicy są silni?
-O tak! Już w dniu przejęcia władzy byli niesamowicie silni. Dzisiaj ich siła przekracza zapewne wszelkie wyobrażenia.
-Rozumiem. To dobrze!- odparł radośnie Goku.
-Nigdy nie zdołam pojąć tego dzieciaka!- mówił do siebie w myślach Surejin, patrząc na rozradowane oczy Goku, na jego ręce zaciśnięte w pięści, pełne entuzjazmu.
-Granicami jego możliwości ( o ile w ogóle takowe istnieją) są chyba tylko granice jego wyobraźni.
-Trzymaj się, chłopcze!- powiedział mędrzec, klepiąc Sona delikatnie po ramieniu.
-Tak. Obiecuję, że cię nie zawiodę!- powiedziawszy to, nasz bohater wzbił się do góry i odleciał na północ, w kierunku niezdobytej dotychczas twierdzy- pałacu Vunrona.
Przenieśmy się tam na chwilę. Dzień ten w siedzibie przywódcy klanu Quobo zaczął się jak każdy inny. Przed siedzącą na potężnym tronie postacią, ubraną w kruczoczarne szaty, chronioną przez gruby pancerz (w tym samym kolorze), występowały kolejno zastępy tancerek komików i innych kuglarzy. Ich zadanie polegało oczywiście na rozbawieniu okrutnego władcy. Próby te były jednak daremne. Vunron oglądał wszystkie te występy bez jakichkolwiek emocji. Nawet brew mu nie drgnęła, podczas żadnego z nich. Jedyne co robił to spokojne i powolne oczyszczanie zielonego jabłka z miąższu.
-Mam dość.- stwierdził w pewnym momencie.
-Zamiast przyglądać się tej żenadzie, udam się do wróżbity. Może powie coś ciekawego. Może powie co mam zrobić, aby ostatecznie pokonać tych parszywców z południa.- udał się więc do starszego mężczyzny, ubranego w skromne szaty.
-Wskaż mi przyszłość.- powiedział do niego chłodnym głosem.
-Ależ oczywiście, panie. Zapraszam!- wróżbita wskazał rękę w głąb pomieszczenia, na środku którego ustawiony było kocioł z mazistą, wrzącą cieczą. Vunron podszedł do niego, zaczerpnął jedną chochlę, wziął jeden haust dziwnej mazi, a następnie wypluł ją do niewielkiego, ceramicznego dzbanka.
-Mów.- rozkazał swemu poddanemu. Jego sługa jednak nic nie odpowiedział. Opuścił naczynie na ziemię. Cała zawartość wylała się na podłogę. Na twarzy wróżbity pojawiło się przerażenie.
-Mów!- ponowił swój rozkaz groźny władca.
-Uwierz mi, o panie! Nie chcesz znać treści tej wróżby!- przestrzegał go jego poddany.
-Rozkazuję ci: przedstaw mi coś widział!- krzyknął głośno Vunron.
-Oto zobaczyłem twojego największego wroga, odzianego w białe szaty, wyposażonego w złotą zbroje i miecz diamentowy. Na plecach jego peleryna purpurowa, a do jego stóp padają wszyscy twoi poddani, tłum nieprzebrany. Cieszą się oni z tego, żeś ich opuścił, że już im więcej nie zagrażasz. A u boku twego wroga- dziecko, drobny, niewinny, blond-włosy chłopiec. Potężniejszy jednak od wszystkiego, czego do tej pory zaznała nasz planeta. Wróg twój zwraca się do tłumu i dziecku każe oddawać pokłon. A w swoich rękach chłopiec zielone jabłka. Zjada je wszystkie, siedząc na czarnej zbroi.
-Jakież ty herezje opowiadasz! Ty pragniesz mnie, Vunrona, największego władcę zdetronizować?! Bądź potępiony! Obyś nie zaznał spokoju w zaświatach!- powiedziawszy to, tyran przyłoży dłoń do głowy wróżbity i bardzo silnym różowo-fioletowym promieniem pobawił go głowy.
-Na nikim w dzisiejszych czasach nie można polegać!- powiedział sam do siebie, po czym splunął na martwe ciało swego byłego poddanego.
-Też mi coś! Przecież już dawno zabiłem swego największego wroga!- myślał. Wrócił więc na swój tron i ponownie zajął się oglądaniem pokazów i pochłanianiem jabłek. Po chwili jednak do Sali wbiegł przerażony poseł z pilną wiadomością. Padł na ziemię i powiedział z grozą w głosie.
-Panie, stało się cos strasznego!
-O co chodzi? Nie marnuj mojego czasu.- odparł tyran.
-Straciliśmy kontakt z jednym z naszych patroli. W swoich ostatnich słowach obwiniali się, że pokonało ich dziecko, ale to chyba mało prawdopodobne. Co sądzisz o tym, mistrzu?
-Oczywiście! To niemożliwe, że zostali zabici przez jakiegoś bachora. Mimo wszystko, ktoś musiał tego dokonać. Wyślijcie tam parę oddziałów!- polecił mu Vunron.
-Ależ tak, panie!- poseł zasalutował, odwrócił się na pięcie i wybiegł z sali.
-Też coś! Co oni sobie myśleli? Może chcieli sobie zażartować? Jeśli tak, ten oddział powinien się zająć nimi, a nie przeciwnikiem. Chociaż...- i wtedy dyktator przypomniał sobie wizję przedstawioną mu przez wróżbitę. Na jego twarzy automatycznie pojawiło się przerażenie, gruczoły potowe zaczęły intensywniejszą pracę. W jego sercu po raz pierwszy w życiu zawitał strach.
Na planecie Hort nasi przyjaciele przeżywają swego rodzaju dylemat...
-No dobra, to kto dzisiaj idzie po jedzenie?- zapytał Kuura. Nie spotkał się jednak ze zbyt entuzjastycznym odzewem, co jest dosyć zrozumiałe.
-Skoro nie chcecie, to ja pójdę, ale nie mam zamiaru się z wami dzielić.- i już się miał zbierać do wyruszenia w podróż, gdy został zatrzymany przez Gohana.
-Biorąc pod uwagę zaistniałą sytuację...- zaczął zastanawiając się w trakcie co tak naprawdę ma zamiar powiedzieć.
-...stwierdzam...,- znowu zrobił krótką pauzę.
-...że powinniśmy zrobić losowanie!
-Brzmi sensownie, naprawdę sensownie.- stwierdził przełożony, wyciągając z kieszeni 4 słomki. Każdy z czworga przyjaciół wziął po jednej. Okazało się, że najkrótszą ma Goten.
-No, nie! Znowu ja?- mówił do siebie.
-Nie chcesz? Może potrzebujesz motywacji? W razie czego- mów mogę ci to załatwić od ręki!- zapytał go Kuura, z wyraźną nutką ironii w głosie. Podtekst jego wypowiedzi był oczywisty.
-Nie, no ja tylko żartowałem...- odparł bezsilnym głosem Son Goten.
-A więc ubierz się odpowiednio i w drogę!- rozkazał mistrz.
-O ludzie! Znów muszę wkładać ten idiotyczny kostium?- żalił się młodszy z synów Goku. Konsekwencją było oberwanie potężnym uderzeniem w twarz. Chyba oczywiste od kogo.
-Słuchaj koleś: po pierwsze, ten kostium wcale nie jest idiotyczny. Po drugie, chcesz aby te blaszaki się dowiedziały, że dostałem wsparcie?- męczył go trener.
-Ależ skąd!- odpowiedział pokornie Goten. Następnie włożył kostium będący idealną repliką stroju jego nauczyciela. Wyruszył, by spełnić swoją misję.
-No dobra, panowie. Skoro odpowiednia osoba zajęła się już zaopatrzeniem, możemy przystąpić do spraw poważniejszych. Dzisiaj rozpoczniemy trening w sali. Nim tam wejdziemy, radzę wam zostawić wszystkie kolczyki, łańcuszki, okulary i inne tego typu metalowe pierdółki.- Drużyna Z pokornie posłuchała dowódcy.
-Za mną!- krzyknął głośno Kuura. Poprowadził ich poprzez kręte korytarze bazy aż do odpowiedniego pomieszczenia. Stała przy nim niewielka ławka, pod którą ustawiono w rzędzie specjalne buty.
-Zmieńcie obuwie!- wydał kolejne polecenie. Przy zakładaniu nowych butów, Gohan zauważył, że ich podeszwy zostały wykonane z metalu.
-Idiotyzm! Przecież nikt nie zdoła nawet postawić kroku w czymś takim!- pomyślał Son Gohan.
- To nie będzie trening, tylko nauka chodzenia!- jego rozważania zostały jednak przerwane prze skrzypnięcie stalowych drzwi.
-Zapraszam!- powiedział Kuura do swoich podopiecznych. Wskazał przy tym ręką na wnętrze pomieszczenia, które wypełniał mrok. Trójka przyjaciół niechętnie weszła do środka. Buty, jakie musieli włożyć, sprawiały, że czuli się jak pierwszy raz na łyżwach. Trener wszedł za nimi, zamykając za sobą metalowe wrota.
-I tak ma wyglądać nasz trening? Jedynym utrudnieniem będzie mrok?- pytał z wyrzutem Trunks.
-Ucisz się!- wyburzył się do niego trener. Po chwili sala wypełniła się światłem. Ćwiczącym ukazało się surowe wnętrze, przypominające nieco kapsułę Vegety. Było jednak nieco większe i zdecydowanie bardziej puste.
-Co jest? Nie mogę nawet podnieść nogi!- dziwił się Uub.
-Dziwne. Ja też!- dodał po chwili Gohan.
-Haha! Ale z was patałachy!- wyśmiewał ich Kuura. Przyjaciele oniemieli z wrażenia patrząc na jego wyczyny- mistrz swobodnie poruszał się po sali treningowej- skakał, biegał po ścianach, latał.
-Mistrzu, wytłumacz nam na jakiej zasadzie działa nasz trening.- prosił Trunks.
-To proste! Z braku innych środków, musiałem się posłużyć tym co miałem pod ręką. A w tej bazie nie znalazłem nic oprócz metalu i wielkich elektromagnesów. Postanowiłem więc umieścić te magnesy na ścianach, a żelazne płytki na waszych podeszwach. Przypomina to trochę więzienie o zaostrzonym rygorze. Proste, ale brutalnie skuteczne.- mówił to z takim przejęciem, z taką dumą jakby został mianowany najlepszym inżynierem.
Wróćmy jednak do Goku i jego walki z siłami zła na planecie Ki-terra.
-Yahoo! Ten trening u Surejina bardzo mi pomógł. Tym razem pokonałem tych zwiadowców bez mrugnięcia okiem!- powiedział do siebie Son Goku, patrząc na leżących na pustynnym piachu przeciwników.
-Faktycznie, zrobiłem olbrzymie postępy. Zaraz! Coś się zbliża!- powiedział do siebie nasz przyjaciel wyczuwając niebezpieczeństwo.
-Tak, jest ich pięciu. Poziom mocy znacznie wyższy niż tych dwóch. Nie powinienem mieć z nimi problemu.- dodał z nietypową dla siebie pewnością. Po chwili wokół niego zjawili się zamaskowani przeciwnicy, ubrani dokładnie tak samo jak poprzedni- czarne, długie szaty z symbolem czerwonego konia wyszytego na ramieniu.
-Jeżeli chcesz zachować życie, bądź mądry i poddaj się.- powiedział jeden z nich.
-Trafiliście na nie tego człowieka, chłopaki. Ja nigdy się nie poddaje!- odparł Goku.
-Wobec tego, zdychaj jak pies!- i już mieli ruszyć w jego kierunku, gdy Son Goku wyciągnął przed siebie rękę zaciśniętą w pięść. Gdy rozłożył palce, potężny strumień powietrza wyrzucił żołnierzy w górę. Goku przeteleportował się za ich plecy. Podleciał do pierwszego i mocnym uderzeniem w plecy na wysokości nerek posłał go z powrotem na ziemie. Kolejnego potraktował kopnięciem w potylice z takim samym efektem. Przy następnym ścisnął dłonie razem i uderzył go w górę głowy. Czwartego pokonał jeszcze efektowniej- przebił go pięścią na wylot. Piaty przeciwnik odzyskał panowanie nad sobą i postanowił uciec. Zabrał nogi za pas i poleciał w kierunku z którego przybył.
-O nie, mój drogi! Nie uciekniesz tak łatwo!- powiedział Son sam do siebie.
-Kamehame...- sposób, w jaki wypowiedział tą formułę, był zupełnie inny od tego co do tej pory prezentował. Jego głos był stanowczy, zdecydowany, bardzo donośny. Z drugiej strony zaś- idealnie zharmonizowany i spokojny. Miało się wrażenie, jak gdyby to od niego pochodziła wszelka energia wszechświata. Aby nie dopuścić do ucieczki rywala, Goku w ostatniej chwili przed użyciem techniki przeniósł się tuż przed niego. Wróg ledwo przed nim wyhamował. Jedyne co zdążył zrobić, to spojrzeć przestraszonym wzrokiem w pełne determinacji oczy Goku.
-HAAA!!!- strumień energii był tak potężny, że z przeciwnika została jedynie kupka popiołu.
-No i koniec roboty.- powiedział sam do siebie.
-Chociaż nie do końca. Trzeba ruszać dalej. Pewnie dopiero teraz zaczną traktować mnie na poważnie.- Nasz bohater się nie mulił. W kwaterze Vunrona zapanowała panika.
-Co mamy robić, mistrzu?- pytali się jego poddani.
-Z tego co widzę, nie mamy innego wyboru.- odrzekł im tyran.
-Wyślijcie na niego Dark Force!
-Tak jest, panie!
Czym jest Dark Force? Czy Goku faktycznie wyzwoli mieszkańców planety spod władzy dyktatora? Czy Gohan i spółka wygrają z magnesami? Zobaczycie w najbliższych











