10- Tajemnica
by ~DB-FS-No dobra, to teraz kolej na kujona.- powiedział prześmiewczo Kuura wskazując na Gohana.
-Mam nadzieję, że pokażesz coś więcej niż twoi koledzy.- dodał rozgrzewając kark.
-Przekonamy się.- odparł enigmatycznie Gohan, zdejmując przy tym okulary. Wszedł spokojnym krokiem na ring.
-Powinieneś zacząć. Na rozgrzewkę chciałbym porobić parę uników.
-Hehe, zobaczymy czy zdążysz zrobić chociaż jeden!- zripostował pysznie Kuura ruszając do natarcia. Próbował wykonać taki sam atak, jakim pokonał Uuba. Na jego nieszczęście, syn Goku po mistrzowsku odczytał jego zamiary. Kuura został poczęstowany soczystym podbródkowym.
-Nieźle, naprawdę nieźle!- chwalił go trener, wycierając przy tym nadgarstkiem krew z policzka.
-Widzę, że jesteś całkiem szybki i silny. Zobaczymy jak poradzisz sobie z tym!- powiedziawszy to, puścił w kierunku półkrwi Saiyajina całą serię pocisków Ki. Co oczywiste, nie było to dla Gohana żadnym wyzwaniem. Wszystkie ataki wylądowały na ścianach pomieszczenia treningowego, ale ich nie zniszczyły. Najwidoczniej pokój został wykonany z materiału pochłaniającego Ki.
-Miałem ciebie za finezyjnego wojownika, ale okazało się jednak, że wystarczy być na tyle szybkim, żeby dostrzec twoje ruchy. Wtedy twoje ataki nie stanowią żadnego zagrożenia.- jak tylko skończył to mówić, otrzymał potężnego kopniaka w plecy.
-Może i masz rację. Ale trzeba jeszcze pozostać skoncentrowanym przez cały czas. Inaczej kończy się na macie. Pycha jest najgorszym wrogiem każdego wojownika.- pouczał Kuura. Już miał zaprosić Trunksa do walki, gdy Gohan podniósł się z maty.
-Nie powiesz mi chyba, że myślałeś, że to już koniec. Jeżeli coś takiego przyszło ci do głowy, to ja nie wiem kto tu popełnia grzech pychy.- rewanżował się Gohan.
-Nie doceniłem cię. Twarda z ciebie sztuka.- chwalił trener swego podopiecznego.
-Przejdźmy więc do spraw poważniejszych. Pokaż na co cię stać- prowokował swego ucznia.
-Proszę bardzo, pokażę ci.- powiedziawszy to, Ziemianin otoczył się białą aurą.
-KA-ME-HA-ME-HA!- w kierunku Kuury poleciał sporej mocy atak. W jego oczach dało się dostrzec cień strachu. Hortianin przybrał natychmiast pozycję obronną. Próbował za wszelką cenę zblokować atak Gohana. Był bardzo bliski osiągnięcia celu, jednak nie udało mu się to. Moc użytej techniki odrzuciła go aż na ścianę sali treningowej. Całe jego ubranie zostało podarte. On sam doznał kilku bolesnych oparzeń i paru ran. Nie przeszkadzało mu to jednak w kontynuowaniu walki. Zerwał z siebie podarte szczątki ubrania, pozostawiając jedynie kamizelkę w panterkę i nieśmiertelniki na szyi. Wyeksponował przy tym całe piękno budowy swego ciała- idealnie zadbane bicepsy, ładnie wyrzeźbione mięśnie pleców, kaloryferek na brzuchu.
-Całkiem, całkiem!- powiedział wypluwając z ust mieszaninę śliny i krwi. Po chwili wznowił swoją szarżę na Gohana. Cały czas zadawał bardzo szybkie ciosy, starał się znaleźć jakąś lukę w obronie przeciwnika. Jego podopieczny jednak świetnie się trzymał, nie pozostawił żadnego ciosu bez bloku. Odparował wszystkie ciosy: mierzone w głowę, w korpus, zadawane pięściami i nogami. Kuura zrozumiawszy, że w ten sposób nie pokona przeciwnika, wycofał się głęboko, aż do punktu, w którym wylądował na ścianie po ataku Gohana.
-Zobaczymy jak teraz sobie poradzisz.- rzekł uśmiechając się szyderczo. Następnie skoncentrował się, stanął w rozkroku, wyciągnął obie ręce wysoko nad głowę, potem zaś ustawił je równolegle na wysokości barków. W końcu złączył je przed sobą tak, że dłonie stykały się kciukami i palcami wskazującymi.
-Kuriya Shippurou!- wykrzyknął potężnie. Z jego dłoni wyleciał w stronę Son Gohana poruszający się z ogromną prędkością zielony promień. Nawet Gohan mimo swej ogromnej szybkości nie zdołał go uniknąć. Technika Kuury poharatała mu rękę. Spowodowało to oczywiści piekielnie mocny ból- pogromca Cella miał wrażenie, jakby jego rękę przytulił serdecznie papier ścierny i żyletki. Prawe ramię zwisało bezwładnie wzdłuż tułowia. Przez głowę młodzieńca nie przeszła jednak nawet przez najmniejszy moment myśl o podaniu się.
-Niech cię szlag! Mocny z ciebie skurczybyk!- powiedział głośno przy tym sapiąc.
-Zrozumiałe. Lata praktyki i doświadczeń w walce blaszanymi maszynkami.- odparł dumnie mieszkaniec Hort.
-Jak na kogoś kto właśnie przyjął tak potężną technikę na ciało, doskonale się trzymasz. Pokazałeś już, że stać cię na wiele.- chwalił go trener.
-Koniec pojedynku.- dodał lakonicznie po chwili. Następnie rozwiązał rzemyk, do którego przyczepiona była skórzana sakiewka. Rzucił ją w kierunku Gohana.
-Łap. Weź sobie i daj kolegom.- polecił mu weteran walk z androidami. Gohan męczył się przez jakiś czas próbując otworzyć sakwę jedną ręką. W końcu jednak mu się to udało. Jego zdziwienie po otwarciu sakiewki było ogromne. Znajdowały się w niej fasolki Senzu.
-Skąd...skąd ty to masz?- wybąkał ze zdziwieniem syn Goku.
-Nie gadaj tylko jedz!- pogonił go Kuura. Usłyszawszy to, Gohan natychmiast ruszył w kierunku Uuba i Gotena, aby ich uleczyć. Następnie sam połknął Senzu. Po przebudzeni się, trzej przyjaciele odsunęli się na bok, aby ustąpić miejsca Trunksowi.
A na planecie Ki-terra Goku słucha kazania Surejina.
-Ogólnie rzecz biorąc, jesteś porąbany!- powiedział z nutką ironii w głosie starzec.
-Przepraszam za to określenie, ale same ciśnie mi się na usta. Żeby przeprowadzać obróbkę tak twardych drzew gołymi rękoma- trzeba mieć coś nie tak z głową. Ale trzeba też być naprawdę silnym i wytrzymałym kawałem skurczybyka. Pragnę ci powiedzieć, że najtwardsze z drzew rosnących w dżungli, quebracho, jest 7 razy twardsze od żelaza. Palmy, które przyniosłeś, są znacznie twardsze. Dobra, nieważne. Na tej planecie siła mięśni i tak odgrywa rolę drugoplanową.- rzekł zmieniając temat. Obrócił się i zaczął przyglądać się błękitowi nieba.
-Jak się już sam przekonałeś, najpoważniejsze wyzwanie stanowi tutaj rozwinięcie swoich sił duchowych. Warunki są jak najbardziej sprzyjające, ale są tak samo sprzyjające dla wszystkich. Na dzień dzisiejszy nie masz żadnych szans w starciu ze sługami Vunrona. Póki co, masz ich za wszelką cenę unikać. Zrozumiano?- mędrzec jednak próżno oczekiwał odpowiedzi na pytanie. Son Goku spał sobie w najlepsze. Poirytowany starzec wziął do ręki deskę, w której wykonanie nasz bohater włożył wcześniej tyle serca. Następnie uderzył Goku z całej siły w głowę. Blok drewna pękł. Oczy Surejina stały się wielkie niczym spodki od filiżanek. Goku, co oczywiste, spał dalej w najlepsze.
-Podano do stołu!- krzyknął trener. Zrozumiałym jest, że spowodowało to bardzo żywą reakcję wielkiego łakomczucha, jakim z pewnością był Son Goku. Zaczął on biegać w kółko mocno przy tym się śliniąc. Jego entuzjazm został bardzo brutalnie zakończony przez laskę Surejina, która w pełnym pędzie przygniotła jego ogon do podłoża. Krzyk przepełniony bólem był na tyle donośny, że jedno z okien domu Surejina pękło.
-Widzisz co zrobiłeś? Zniszczyłeś mój piękny dom! Wredny! Zły! Niedobry! Przebrzydły!- wyzywał go starzec, cały czas klepiąc laską po głowie i płacząc przy tym jak dziecko. Odzyskanie spokoju zajęło mu jakiś czas. Gdy już przestał eksponować swoje nerwy, powiedział do Goku:
-Dobra, słuchaj- dostaniesz ten obiad, ale najpierw musisz wykonać pewne zadanie.
-Zamieniam się w słuch.- odparł Saiyajin głosem pełnym zainteresowania i podniecenia.
-Żeby zwiększyć efektywność twojego treningu, potrzebny jest mi pewien artefakt. Chodzi o legendarny kamień runiczny zwany Okilitem.- wyjaśniał Surejin.
-Wedle pradawnych mitów, znajduje się on w "miejscu niskim otoczonym przez miejsca wysokie, miejscu gorącym, otoczonym przez miejsca chłodne". Mało kto jednak dzisiaj w to wierzy. Ja jednak dostrzegam w tym ziarno prawdy. Uważam, iż zawartemu w przekazach ustnych opisowi najbardziej odpowiada kotlina położona pośród gór, w których wykonywałeś swoje drugie zadanie.
-Nie brzmi to zbyt skomplikowanie.- stwierdził Goku.
-I to mnie właśnie martwi. Jeżeli to jest takie proste, to dlaczego nikomu jeszcze się nie udało osiągnąć celu?- zauważył mędrzec.
-Słyszałem, że wielu próbowało.
-Zobaczę na miejscu.- stwierdził największy obrońca Ziemi i oddalił się w kierunku wierzchołków gór na horyzoncie.
W tym samym czasie Trunks szykował się do stoczenia swojego pojedynku. Spokojnie wszedł na ring rzucając w kierunku Kuury pogardliwe spojrzenie. Wyglądało to tak, jakby miał pewność, że wygra, jakby miał jakiegoś asa w rękawie.
-Twoja walka z Gohanem pokazała mi dwie rzeczy.- rozpoczął swoją rozmowę z trenerem.
-Po pierwsze, w walce z tobą najważniejsza jest szybkość i pełna koncentracja. Po drugie, nie wiesz o nas zbyt wiele.
-Zupełnie nie wiem co masz na myśli. Ale dobra. Przekonajmy się, cwaniaku.- zripostował wojownik zaprawiony w bojach z androidami. Po chwili syn Vegety ruszył w kierunku niego. Starał się sprawić, by mistrz nie nadążył za jego ruchami. Wykonywał całe serie kopnięć i ataków pięściami. Łatwo przewidzieć, że były one bezskuteczne. Jednak ten fakt nie zniechęcił Trunksa. Z uporem maniaka ponawiał on swoje ataki raz za razem, zawsze z takim samym skutkiem.
-No dobra. Rozgrzewkę chyba mamy za sobą.- powiedział młodzieniec, starając się zaznaczyć swoją pewność. Kuura pozostał niewzruszony. Nie przywiązywał zbyt dużej wagi do słów, interesowały go jedynie czyny.
-Czas pokazać ci na co naprawdę mnie stać!- zadeklarował Trunks. Po chwili przybrał formę SSJ.
-Samym świeceniem nic nie zdziałasz.- stwierdził bez emocji jego przeciwnik.
-A tak poza tym: to miałoby mnie zaskoczyć?- dodał prześmiewczo Kuura, po chwili również przybierając formę SSJ. Członkowie Teamu Z oniemieli.
Kim więc tak naprawdę jest Kuura? Wygląda na to, że mimo brązowych włosów wywodzi się z rodu wielkich wojowników z Vegety. Jak udało mu się opanować sztukę przemiany w Super Saiyajina? Jak wszedł w posiadanie fasolek Senzu? Może więc jest kimś więcej niż trenerem naszych przyjaciół? A jak się potoczą losy Goku? Czy wejdzie on w posiadanie niezwykłego artefaktu?











